Zimowe rejsy na Morzu Północnym
W naszym klubie żeglarskim pływamy przez cały rok. Jedynym miesiącem w roku kiedy nasza aktywność przenosi się na ląd jest miesiąc grudzień. Są wtedy święta i żeglarze mają wtedy wyjątkowe problemy z rodzinami, żeby się wyrwać na morze. W roku 2003 na koniec sezonu zimowego zaplanowaliśmy kilka rejsów na Morzu Północnym.
Odbyły się trzy jednotygodniowe rejsy – ostatni na dwóch jachtach. Za każdym razem wyruszaliśmy z i wracaliśmy do Holandii. Pierwszy tydzień/rejs odbył się bez większych wydarzeń i komplikacji. W pierwszych dniach rejsu mieliśmy wręcz plażową pogodę.... słonko i lekką bryzę w plecy. O ile było to przyjemne, to dawało nam małe szanse na realizację naszych ambitnych planów odwiedzenia Londynu. Skończyło się na zaliczeniu sympatycznego pubu w miejscowości Ramsgate... Od początku naszego rejsu w prognozach pogody podawano informację o możliwości występowania lokalnych mgieł. Dopiero po wyjściu z Ramsgate doświadczyliśmy takiej mgły na własnej skórze. Przez dobre dwadzieścia godzin płynęliśmy słysząc dalej niż widząc... niesamowite uczucie, kiedy słychać a nie widać statków przepływających obok. Nie mieliśmy radaru. Mieliśmy jedynie reflektor radarowy i nadzieję, że pozostali użytkownicy tego akwenu mogli nas obserwować i omijać. Pływanie we mgle to pływanie naprawdę w trudnych warunkach. Jest niezwykle emocjonujące i męczące psychicznie. Prowadzący, sternik i cała załoga muszą być gotowi do natychmiastowej reakcji w chwili zagrożenia. Wpatrując się we mgłę bardzo łatwo jest zobaczyć coś, czego tam nie ma..... We mgle trudno jest spokojnie spać a im większy ruch statków dookoła tym większy stres.
Mgła spowodowała, że załoga na drugim rejsie nie dotarła do planowanego miejsca wymiany załóg, tj. do Amsterdamu. Po całej nocy spędzonej we mgle i temperaturach bliskich zera cała załoga zaczęła wywierać presję na prowadzącego jacht, aby zmienić plan i uciec do najbliższego portu. Mimo iż mgła już opadła, obawa przed kolejną, przeszywającą zimnem nocą we mgle skierowała jacht do Vlessingen na południu Holandii.
W związku z powyższym trzeci rejs, odbywający się na dwóch jachtach, zaczął się z dwóch miejsc: jeden jacht ruszał z Vlissingen na południu Holandii, a drugi z Workum nad Ijselmer na północy Holandii. Wyliczyliśmy gdzie i o której godzinie możemy się spotkać na morzu. Jacht płynący z północy płynął backsztagiem a jacht płynący z południa musiał się halsować. Jedynym środkiem łączności, jakim dysponowaliśmy na otwartym morzu były stacje UKF o zasięgu do 25 Mm. Przed spotkaniem w ustalonym miejscu umówiliśmy się na nawiązanie łączności UKF. Od momentu utraty zasięgu telefonów GSM istniała pewna niepewność, czy drugi jacht dotrze w wyznaczone miejsce lub przynajmniej w jego okolice. Czy nie będzie żadnej awarii? Czy nie przeszkodzi nam mgła? Lub też czy nie pojawią się inne nieprzewidywalne czynniki, o które nie trudno na morzu? Im bliżej było wyznaczonego miejsca spotkania, tym większe były emocje i niepewność. Zgodnie z planem punktualnie o godzinie 0400 dokonaliśmy próby nawiązania łączności i .... sukces. Drugi jacht był około 20 mil od nas. Po kolejnych trzech godzinach żeglowania, tuż po wschodzie słońca objawił nam się kształt drugiego jachtu. Niesamowity widok.... i satysfakcja, że nam się udało... Po spotkaniu na morzu i wspólnym żeglowaniu na zachód w stronę Anglii, rzeką Orewell dotarliśmy do Ipswich. Prognozy pogody odebrane w Ipswich ostrzegały o wiatrach o sile 8-9B. Taka informacja zdecydowanie zachęciła nas do oddania się testowaniu jakości piw angielskich... Z mapek pogodowych i prognoz pogody na kolejne dni wynikało, że następnego dnia powinniśmy ruszać w drogę powrotną. Wyruszyliśmy. Nadal wiał jeszcze silny aczkolwiek trochę słabszy wiatr i dlatego opóźnialiśmy nasze wyjście z rzeki Orewell. Na obiad stanęliśmy na kotwicy, licząc, że każda dodatkowa godzina spowoduje dalsze uspokajanie się morzą....
O godzinie 1600 oddaliśmy cumy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wiał nierówny wiatr 4-7B a w szkwałach 8B i więcej. O ile w ciągu dnia wyraźnie widać chmury, z pod których szkwali, to w nocy – zwłaszcza gdy jest nów – nie widać ich w ogóle. Dlatego też przez noc płyniemy jedynie na fokach i to całkiem porządnie zarefowanych (zrolowanych). Wiatr wieje z północy a my płyniemy na Amsterdam – kurs kompasowy 075º. Czyli płyniemy bajdewidem... Dzień wcześniej wiatr wiał z Zachodu. Dopiero teraz wieje z północy i dzięki temu fale jeszcze się nie rozbudowały, aczkolwiek wiemy, że w obszarze na północ od nas wieje wiatr o sile 8B. Dlatego w pewnym momencie można będzie się spodziewać dużej fali z tego kierunku. Póki co warunki nie są złe.... Jeżeli chodzi o pływy, to najpierw prądy pływowe skierowane są w kierunku północnym, czyli pod wiatr... Na szczęście fale są małe i nie powoduje to żadnych komplikacji... po kilku godzinach pływ się zmienia i prądy są południowe – zgodne z wiatrem. Morze nadal jest w miarę równe.... Niestety w środku nocy prąd pływowy się zmienia na północny i jest przeciwny do wiatru. Fale są podcinane i skracane... płynie nam się coraz mniej wygodnie... do momentu, gdy pływ się znowu zmienia. W odległości 40 mil od brzegu holenderskiego dopadają nas fale rozbujane daleko na północ od nas... dodatkowo wypiętrza je jeszcze pływ o kierunku przeciwnym do nich... Pojawia się kilka „niesympatycznych”, „dziadowskich” fal.
Cały czas wieje zimny wiatr z północy. Stanie na wachcie w kokpicie zalewanym wodą morską i chłodzonym arktycznym północnym wiatrem nie należy do przyjemności. W pewnym momencie dostajemy bonus: grad...
Wychłodzeni i zmęczeni dopływamy do Ijmuiden a następnie kanałem do Amsterdamu. Poza lekko naddartym jednym żaglem i porwanym przez morze kloszem lampy na koszu dziobowym obyło się bez większych strat.
Z komentarzy i opinii uczestników rejsów wynika, że zimowe pływanie po Morzu Północnym nie należy do przyjemności i trudno byłoby się od niego uzależnić. Wszyscy jednak zgodnie stwierdzili, że jest to bardzo cenne doświadczenie zwłaszcza dla tych, którzy poważnie myślą o samodzielnym pływaniu.
Osobiście z niecierpliwością oczekuję kolejnego rejsu, który odbędzie się w... Chorwacji.
Tomasz Lipski
Morski Klub Żeglarski
   
|